Im dłużej Howie prowadzi śledztwo, tym mniej rozumie zachowanie otaczających go ludzi. I tym bardziej jest przekonany, że dziewczynce grozi niebezpieczeństwo.
„Kult” Robina Hardy’ego to jeden z filmów, które zdefiniowały brytyjski folk horror. Tyle że próżno szukać na ekranie nadprzyrodzonych sił, krwawych potyczek czy czających się w ciemności potworów. Jest za to skąpana w słońcu szkocka wyspa, są pieprzne ludowe pieśni, seksualna swoboda, pogańskie rytuały i społeczność, której zwyczaje coraz bardziej niepokoją przybysza z zewnątrz. Pół wieku później wpływ filmu Hardy’ego nadal mocno widać w kinie, a jednym z jego najbardziej oczywistych spadkobierców jest „Midsommar. W biały dzień” Ariego Astera. Trudno się dziwić: „Kult” od początku wymykał się gatunkowym szufladkom, łącząc kryminalną zagadkę, czarny humor, religijny konflikt, muzykę i narastające poczucie, że na Summerisle dzieje się coś bardzo niedobrego.
W roli ekscentrycznego lorda Summerisle, przywódcy wyspiarskiej społeczności, wystąpił Christopher Lee, ikona światowego kina, który uważał tę rolę za jedną z najważniejszych w swojej karierze.
Sam film miał jednak znacznie bardziej skomplikowane losy. Początkowo niezrozumiany i skrócony przed premierą, z czasem „Kult” urósł do rangi żelaznego klasyka kina.
Teraz wraca na ekrany w ostatecznej wersji (final cut), zrekonstruowanej cyfrowo w 4K i najbliższej pierwotnej wizji Robina Hardy’ego.