W filmie dokumentalnym „Najlepsza owsianka na świecie” za zaciętą kulinarną rywalizacją kryje się ciepła i pełna humoru opowieść o ekscentrycznych mieszkańcach, żywej tradycji, lokalnym dziedzictwie i wspólnocie, której częścią chciałoby się zostać po seansie.
Każdej jesieni senna górska wioska Carrbridge budzi się do życia, gdy miejscowi i zagraniczni zawodnicy podejmują kuchenną rękawicę i walczą o zaszczytną nagrodę Złotego Mieszadła w Mistrzostwach Świata w Gotowaniu Owsianki. Choć przepis wydaje się banalny – płatki owsiane, woda i sól – to sposobów na jej przyrządzanie jest multum. Co uczestnik, to inna metoda, filozofia i historia. Ale „Najlepsza owsianka na świecie” nie jest wyłącznie kroniką kulinarnych zmagań.
Dla lokalnej legendy, charyzmatycznego organizatora mistrzostw Charliego Millera, to wydarzenie znaczy o wiele więcej. Mężczyzna zbliża się do emerytury i zmaga się z problemami zdrowotnymi, jednak czuje odpowiedzialność wobec lokalnego komitetu owsiankowego i pragnie zabezpieczyć przyszłość zawodów – oraz własne dziedzictwo. O dobre imię walczy również Ian Bishop, który podejmuje ostatnią próbę zdobycia tytułu. Ale konkurencja nie śpi: niezrównana Lisa Williams, „królowa owsianki”, wraca, by odzyskać trofeum. Tymczasem nowa generacja uczestników – Toby Wilson, australijski szef kuchni znany z pomysłu na owsiankową tortillę, oraz Adam Kiani, uzbrojony w sekretną, odziedziczoną po babci technikę – zamierza zakwestionować owsiankowe status quo.
Ukazując życie niewielkiej szkockiej społeczności na tle zapierających dech w piersiach krajobrazów, film przywodzi na myśl dokumenty „Truflarze” czy „Kraina miodu” – tworzone z czułością i zrozumieniem dla swoich bohaterów. Urokliwa i pełna humoru „Najlepsza owsianka na świecie” to film, który wzrusza, otula i daje poczucie komfortu niczym miska gorącej owsianki w chłodny poranek.