Fabuła jest prosta jak konstrukcja robota z tektury i srebrnej farby. Z jednej strony mamy mumifikowanego wojownika Popocę, strażnika azteckiego skarbu, który od wieków pilnuje, żeby nikt nie wyniósł złota (ani sensu). Z drugiej — szalonego naukowca, który dochodzi do wniosku, że najlepszym sposobem na pokonanie mumii jest zbudowanie robota wyglądającego jak człowiek w kasku motocyklowym.
Film jest trzecim (i ostatnim) elementem nieoficjalnej trylogii o Mumii Azteckiej, kręconej hurtowo w 1957 i 1958 roku, często na tych samych dekoracjach, z tymi samymi aktorami i z podobnym zrozumieniem logiki. Reżyser Rafael Portillo realizował je z prędkością godną robota — szybko, bez emocji i z wyraźnym brakiem instrukcji obsługi.
Robot pojawia się na ekranie rzadko, ale gdy już się pojawi, kradnie całe show: porusza się jak zmęczony pracownik fabryki, walczy jakby nie był pewien, czy ma ręce, i wygląda, jakby za chwilę miał poprosić o przerwę na kawę. Starcie robota z mumią to kino akcji w najczystszej postaci — powolne, niezgrabne i absolutnie niezapomniane.