Nosferatu - symfonia grozy (z muzyką Jozefa van Wissema na żywo)

16 i 17 czerwca o godz. 20:30 Jozef van Wissem zagra do filmu „Nosferatu - symfonia grozy" (1922) F.W. Murnaua.

Jozef van Wissem, holenderski kompozytor, lutnista i gitarzysta, występuje na prestiżowych festiwalach, nagrał cztery albumy z reżyserem Jimem Jarmuschem, w 2013 roku otrzymał nagrodę Cannes Soundtrack Award za ścieżkę dźwiękową do filmu „Tylko kochankowie przeżyją".

Van Wissem kreuje ponadczasowy, mroczny i intensywny wszechświat.  Jego muzyka jest hipnotyzująca, czysta i minimalistyczna, tworzy niezwykłą, transcendentną atmosferę. Kompozytor odwiedzi kino Muranów, aby zaprezentować swój najnowszy projekt: muzykę wykonywaną na żywo do jednego z najbardziej znanych horrorów  - „Nosferatu - symfonia grozy" (1922) F.W. Murnaua - na gitarę elektryczną i lutnię. W tle będzie także słychać elektronicznie zmanipulowane nagrania ptaków (imię wampira oznacza „krzyk ptaka śmierci o północy").

Opis filmu:

„Nosferatu" jest pierwszym znaczącym horrorem w historii kina i zarazem archetypem niezliczonych późniejszych opowieści o wampirach. Pomimo upływu ponad 80 lat od premiery nieme, ekspresjonistyczne arcydzieło F.W. Murnaua pozostaje w swoim gatunku niedoścignione.

Fabuła "Nosferatu" to nic innego, niż adaptacja nieśmiertelnej powieści Brama Stokera „Drakula". Friedrich Wilhelm Murnau, jeden z najważniejszych przedstawicieli niemieckiego ekspresjonizmu filmowego, planował zekranizować książkę już w 1920 roku. Wdowa po Stokerze nie zgodziła się jednak na sprzedaż praw autorskich do adaptacji powieści. Murnau nie zamierzał z tego powodu rezygnować ze swoich planów. Nie mogąc legalnie posługiwać się tytułem „Drakula" nazwał swój film (i wampira) "Nosferatu", zmienił nazwiska pozostałych bohaterów, a akcję przeniósł z Londynu do niemieckiej Bremy. Nikt kto zna powieść Stokera nie da się jednak zwieść tej prostej mistyfikacji; prawdziwe źródło scenariusza Henrika Galeena jest aż nazbyt rozpoznawalne. Nic też dziwnego, że wdowa po autorze „Drakuli" wytoczyła Murnauowi proces i z łatwością go wygrała. Zgodnie z wyrokiem wszystkie kopie „Nosferatu" miały zostać zniszczone. Na szczęście "egzekucji" arcydzieła nie zdołano przeprowadzić do końca. „Nosferatu" wyświetlany był w wielu krajach i nie wszystkie kopie udało się skonfiskować. W rezultacie film przetrwał do naszych czasów, choć w bardzo różnych, często skróconych i okaleczonych przez dystrybutorów wersjach montażowych. Dopiero w latach 80. historycy kina opracowali na podstawie materiałów archiwalnych wersję uchodzą za bardzo zbliżoną do oryginalnej wizji Murnaua.

Murnau zmieniał detale historii Brama Stokera aby wybrnąć z kłopotów z prawami autorskimi do książki, ale wprowadził również do swojego filmu inne, znacznie subtelniejsze i niewymuszone zmiany. Zarys fabuły przeniesiony jest bardzo wiernie z „Drakuli", sama postać wampira jest jednak w „Nosferatu" pomyślana zupełnie inaczej niż u Stokera. Irlandzki pisarz kreował upiora na bohatera romantycznego; Drakula jest przerażający i demoniczny, ale jednocześnie uwodzicielski i pociągający. W podobny sposób postać wampira miała interpretować w przyszłości większość filmowców i aktorów odtwarzających postać Drakuli, z Belą Lugosim i Christopherem Lee włącznie. Tymczasem u Murnaua upiór nie ma w sobie nic romantycznego; jest odpychającym "żywym trupem", drapieżnikiem, który dąży wyłącznie do zaspokojenia swojego głodu - żądzy krwi. Nosferatu jest czymś więcej niż jeszcze jednym potworem z panoptikum kina grozy - przypomina mroczną siłę natury, sprowadza na Bremę zarazę, towarzyszą mu szczury i nietoperze, wydaje się wcieloną śmiercią. Pod jego niemal zwierzęcą żądzą krwi kryje się czytelna metafora erotyczna, podkreślająca znany z psychoanalizy związek seksualności i popędu śmierci.

Murnauowska koncepcja wampira znalazła genialnego wykonawcę w osobie odtwarzającego Nosferatu Maxa Schrecka. Podobnie jak Murnau, Schreck przed I Wojną Światową związany był w Berlinie z awangardową grupą teatralną Maxa Reinhardta. W „Nosferatu" aktor stworzył kreację, która przeszła do historii kina. Wampir Schrecka, z łysą czaszką, szpiczastymi, szczurzymi uszami, ostrymi jak igły przednimi zębami, szponiastymi dłońmi, nerwowymi ruchami głodnego drapieżnika i okrutnymi pożądliwymi oczyma jest jednym z najbardziej przekonujących potworów w dziejach kina grozy. Postać, którą powołał do życia Max Schreck jest nieludzka, odpychająco obca - i właśnie dlatego tak przerażająca.

Murnau po mistrzowsku wykorzystał skromne środki, które miała do zaoferowania kinematografia początku lat 20. - reżyser sam dokonał przy tym kilku śmiałych technicznych innowacji i wymyślał nowe elementy języka filmowego. "Nosferatu" jest obrazem o niepowtarzalnym, surowym i wciąż zapładniającym wyobraźnię stylu wizualnym. Film uważany jest za sztandarowe dzieło niemieckiego ekspresjonizmu - wraz z „Gabinetem doktora Caligari", „Rękami Orlacka" i „Metropolis" dzieło Murnaua składa się na klasykę tego oryginalnego nurtu. Nakręcony ponad 80 lat temu film wygląda oczywiście staroświecko, ale jego siła oddziaływania jest wciąż potężna; na palcach jednej ręki można policzyć horrory, które niosą ze sobą ładunek grozy porównywalny do „Nosferatu". Nic też dziwnego, że wpływy arcydzieła Murnaua można odnaleźć w kinie grozy na każdym kroku, również w filmach współczesnych. Ślady „Nosferatu" widoczne są w opowieściach o wampirach od „Drakuli" Teda Browninga z 1932 roku, aż pod adaptację powieści Brama Stokera dokonaną przez F.F. Coppolę sześćdziesiąt lat później. Pod koniec lat 70. Werner Herzog złożył hołd dziełu Murnaua, kręcąc autorski remake „Nosferatu" z Klausem Kinskim w roli wampira. Jednym z najnowszych nawiązań do klasyka jest „Cień wampira" z 2001 roku - opowieść o fikcyjnych kulisach powstawania filmu Murnaua. Max Schreck nie jest tu aktorem lecz prawdziwym wampirem, zaangażowanym przez reżysera dla uzyskania większego autentyzmu. Oglądając oryginalnego „Nosferatu" można w tę fantastyczną wersję wydarzeń niemal uwierzyć.

 

Newsletter

(raz w tygodniu)