Ósmy dzień tygodnia

Akcja "Ósmego dnia tygodnia" toczy się w Warszawie, u schyłku lat pięćdziesiątych. Piotr i Agnieszka kochają się, lecz nie mogą znaleźć spokojnego kąta, żeby choć przez chwilę pobyć sam na sam. On nie ma dachu nad głową, ona zaś mieszka w małym, obskurnym mieszkanku z rodzicami, bratem alkoholikiem i sublokatorem. Piotr robi co może, by znaleźć dla siebie i dziewczyny jakieś lokum. Jego rozliczne starania kończą się klęskami, co stopniowo załamuje Agnieszkę. Wreszcie szczęście się doń uśmiecha, lecz jest to uśmiech szyderczy. Jego ukochana bowiem oddaje się przygodnie spotkanemu dziennikarzowi.

"Ósmy dzień tygodnia" jest filmem wyjątkowym co najmniej z jednego powodu. Leżał na cenzorskiej półce aż 25 lat. To rekord w polskiej, a może i światowej kinematografii. Zanim pojawił się na ekranach, obrósł legendą. Przyczynił się do tego przede wszystkim mit Marka Hłaski, czołowego reprezentanta "czarnej" literatury, która doszła w Polsce do głosu w połowie lat pięćdziesiątych. Pisarz ten, dla wielu do dziś kultowy, portretował w swych utworach świat głęboko zdemoralizowany, przeżarty cynizmem i pogardą dla wartości takich jak miłość, wierność, przyjaźń. "To wiek dwudziesty, Agnieszko: Izolda mieszka w burdelu, a Tristan pije z sutenerami na rogu" - mówi jeden z bohaterów "Ósmego dnia tygodnia", opowiadania Hłaski, które stało się kanwą scenariusza filmu. Zdanie to mogłoby stanowić motto całej twórczości autora "Cmentarzy". Twórczości mrocznej i pesymistycznej, wstydliwie ukrywającej czasem wręcz sentymentalną tęsknotę za światem lepszym, mądrzejszym, piękniejszym.

Na ekranie

Newsletter

(raz w tygodniu)