Maggie

Uwodzący kolorami debiut koreańskiej reżyserki to słodko-gorzki portret młodych ludzi budujących pierwsze poważne związki i szukających swojego miejsca w życiu, które obiecuje więcej niż może zaoferować. Skrzący się absurdalnym humorem, wciąga widzaw grę zaskakujących wizualnych skojarzeń, dowodząc że kino Korei doskonale potrafi łączyć wrażliwość społeczną z błyskotliwą filmową formą.

Niewielkim szpitalem wstrząsa skandalik: światło dzienne ujrzała klisza rentgenowska, na której widnieje niezbity dowód, że jakaś para w laboratorium bawiła się w doktora. Do winy poczuwa się pielęgniarka Yoon-young i jej chłopak, który potrafi kreślić tuszem kosmiczne tatuaże. Tymczasem prawie wszyscy pracownicy biorą urlop zdrowotny – czyżby także mieli coś na sumieniu? Co mają z tym wspólnego pojawiające się nagle na ulicach Seulu głębokie kratery? I co na ten temat sądzi gadający sum?

Debiut koreańskiej reżyserki to epizodyczny, operujący absurdalnym humorem esej o szczerości, zaufaniu i druzgoczących nieporozumieniach. Każdy kadr jest cukierkiem, a błyskotliwy montaż wciąga widza w grę zaskakujących wizualnych skojarzeń. Lekkość formy podszyta jest jednak dyskretną melancholią, a w lakonicznych wymianach zdań między bohaterami kryje się coś więcej niż zgrabna anegdota. Przepastne dziury w chodnikach wydają się sprawiać mieszkańcom miasta mniej problemów niż wyrwy w międzyludzkich relacjach.

Sukces filmu „Parasite” potwierdził doskonałą kondycję południowokoreańskiego kina. „Maggie” jest dowodem, że także młode pokolenie twórców doskonale potrafi łączyć wrażliwość społeczną z niekonwencjonalnymi scenariuszami i błyskotliwą wizualną formą, portretując rzeczywistość koreańskich millenialsów w zaskakujący sposób.

 

Na ekranie

Newsletter

(raz w tygodniu)