Tydzień Filmu Niemieckiego 2020

O festiwalu: 

Tydzień Filmu Niemieckiego: Bo nic już nie jest proste!

Niemieckie kino wkracza na ciekawe terytorium. Kiedyś, by wiedzieć co w trawie piszczy, wystarczyło spojrzeć na recenzje krytyków. Dziś nie można już wyrobić sobie opinii na ten temat, czytając opinie z zagranicznych mediów czy listy nagrodzonych na międzynarodowych festiwalach. Filmy, które tam triumfują, nie zawsze cieszą się popularnością w ojczyźnie. Nagrodzony rok temu w Cannes i wyróżniony Złotym Globem „W ułamku sekundy” Fatiha Akina na ceremonii Niemieckich Nagród Filmowych zdobył tylko jedną statuetkę, ustępując miejsca jednej z „gwiazd” zeszłorocznego Tygodnia Filmu Niemieckiego, „3 dniom w Quiberon Emily Atef”. Rok później niemiecki kandydat do Oscara, „Obrazy bez autora”(jeden z obowiązkowych punktów tegorocznego TFN!) Floriana Henckela von Donnersmarcka, wywalczył tylko jedną nominację. Triumfował za to – na międzynarodowych wydarzeniach niespecjalnie wybijający się – „Gundermann” Andreasa Dresena.

Wędrujący po Polsce Tydzień Filmu Niemieckiego to, jak co roku, szansa na przyjrzenie się pełnemu spektrum lokalnej sceny filmowej. Bez pomijania ze względu na rodowód, gatunek czy komercyjny charakter. Dla każdego po smakowitym gryzie z szerokiego menu. „Błąd systemu” zgarnął Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie, a na polskim Transatlantyku wygrał gwarancję kinowej dystrybucji. Wesołe „Złote rybki” skradły serca niemieckich widzów, a biograficzna komedia „Moje dzieciństwo i ja” to jeden z wygranych ostatnich Lolas. W „Lottcie w Bauhausie” łączą się, podobnie jak u von Donnersmarcka, biograficzna inspiracja i podróż w przeszłość. Do historii, choć znacznie bliższej – i aktualnie rezonującej z naszym tu i teraz – sięga także „Wackersdorf”. Na deser, jak zwykle, dokument – tym razem angażujące spojrzenie na historię i fenomen punkowego zespołu Die Toten Hosen.
Za emblematyczne dla niemieckiej kultury wydarzenie filmowe do tej pory uznawano festiwal Berlinale. W lutym z wydarzeniem pożegnał się wieloletni dyrektor, Dieter Kosslick. Jego kadencja rozpoczęła się ledwie kilka miesięcy po zamachach na World Trade Center i obejmowała burzliwy, pełen napięć, czas. To pod jego rządami wydarzenie zyskało miano zaangażowanego i opiniotwórczego, ale i w ostatnich latach, straciło moc przyciągania wielkich premier i gwiazd.

Hasłem pożegnalnego festiwalu Kosslicka było, zapożyczone ze sztandarów ruchów emancypacyjnych prywatne jest polityczne. „Polityczny wymiar ma selekcja i czerwony dywan, nie można od tego uciec” – mówił Kosslick. Parytet – tak na ekranie jak i w ciałach decyzyjnych – nie jest dla tego wydarzenia terminem abstrakcyjnym. Przyszłoroczna, jubileuszowa, edycja festiwalu nie będzie tylko triumfalnym ukoronowaniem siedmiu dekad świętowania wspaniałego kina z całego świata. To też rok wielkich przemian – i testu. Jego wyniki bez dwóch zdań znajdą odzwierciedlenie w programie Tygodnia Filmu Niemieckiego już za rok.

Anna Tatarska
CoJestGrane24/Vogue/PANI/Onet

Newsletter

(raz w tygodniu)