Nigdy cię tu nie było

Jej zniknięcie. Jego obsesje. Ich zemsta. Najlepsza rola męska (Joaquin Phoenix) oraz Najlepszy scenariusz (Lynne Ramsay) MFF w Cannes.

Okrzyknięty kobiecą odpowiedzią na „Taksówkarza” film wybitnej reżyserki Lynne Ramsay („Musimy porozmawiać o Kevinie”). Pełen pasji i gniewu thriller, który zachwyca precyzyjnie skonstruowaną intrygą i mistrzowską grą Joaquina Phoenixa („Ona”, „Wada ukryta”, „Mistrz”). Całości dopełnia hipnotyzująca muzyka Jonny’ego Greenwooda z zespołu Radiohead.

„Nigdy cię tu nie było” to historia pełnego sprzeczności mężczyzny (Joaquin Phoenix) z mroczną przeszłością. Działał zawsze sam i zawsze poza prawem: przez wiele lat przyjmował zlecenia, z którymi system sprawiedliwości nie dawał sobie rady i których nie chciał się podjąć żaden prywatny detektyw. Widział już prawie wszystko. Prześladujące go wspomnienia sprawiają, że chciałby, aby świat o nim zapomniał. Jednak, poruszony historią uprowadzonej dziewczyny, podejmie się jej odnalezienia. Gotowy na wszystko, by odnaleźć młodą kobietę, niespodziewanie otrzyma szansę ocalenia samego siebie.

GŁOSY PRASY

Joaquin Phoenix jakiego nie znacie.
The Guardian

Najnowszy film Lynne Ramsay rzuca na kolana.
Indiewire

Kino, gdzie przemoc jest głównym narratorem, a raczej paliwem zdarzeń nie musi być dosłowną, krwawą jatką, chyba, że umyślnie, jak ma to w zwyczaju robić Quentin Tarantino. Poezja przemocy pokazana niedosłownie, ale ogromnie wstrząsająca swoją niebezpośredniością i niuansami w filmie "Nigdy cię tu nie było" jest liryczną refleksją, czy „sprzątając” świat, można zachować jeszcze czyste dłonie i sumienie? To kino zrobione (zapisane w nutach wydawałoby się, a nie w scenariuszu) z ogromnym wyczuciem stylistycznym, ale nienadużywającym rzeczywistości, czy faszerującym nas jakąś wykoncypowaną nadmiernie formą. Jest enigmatyczną kompozycją okrutnej i bezwzględnej rzeczywistości i odpowiedzi na nią tym samym.
FDB

Gdyby książkę Jonathana Amesa postanowił zekranizować ktoś inny, prawdopodobnie mielibyśmy do czynienia z kolejnym akcyjniakiem, gdzie głównego bohatera równie dobrze co Liam Neeson mógłby zagrać Steven Seagal. Za "Nigdy cię tu nie było" odpowiada jednak Lynne Ramsay, która z właściwą sobie wrażliwością wchodzi w męski świat i porusza się po nim niczym Travis Bickle po Nowym Jorku w "Taksówkarzu". (...) "Nigdy cię tu nie było" udowadnia, że czasem mniej znaczy więcej.
Dzika Banda

„Nigdy cię tu nie było” drażni tak naprawdę tylko jednym – tym, że szybko się kończy i wytrąca nas z wyjątkowego przeżycia, jakim jest seans tego boleśnie „sensualnego” filmu. Młoda ekipa Ramsay była podobno zawiedziona zakończeniem zdjęć – energii mieli jeszcze na drugi obraz, co jest raczej rzadkie.
Czas Kultury

Roli Joaquina Phoenixa w najnowszym filmie Lynne Ramsay szybko nie zapomnicie. (...) „Nigdy cię tu nie było” to jej czwarty pełnometrażowy film, ale kolejny, w którym demonstruje unikatowy styl i niezwykłą siłę. Dawno w kinie nikt (może poza braćmi Coen w „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy Tarantino w „Django”) nie pokazał przemocy w tak brutalnie plastyczny, organiczny sposób, a jednocześnie tak oszczędnie, niemal z czułością. Niepokojący film na niespokojne czasy.
Aktivist

Na ekranie

Newsletter

(raz w tygodniu)